poniedziałek, 9 listopada 2015

O roztrenowaniu znienacka, obrąbku i osądzonym niewinnie

Był Plan A, był Plan B, ale wydarzenia potoczyły się inaczej.



Tak czy siak trochę znienacka zaczęłam właśnie nowy sezon biegowy, który mam nadzieję skończy się w listopadzie roku 2016-tego. Ale od początku:

Po dwóch miesiącach użerania się z upierdliwym, ale dającym biegać bólem pośladka, wycieczkach do fizjoterapeutów i pokonaniu dystansu jak z Warszawy do Zakopanego na wałku do rolowania, stwierdziłam, że czas się poddać i zrobić sobie przerwę. Bo jak tu trenować (powtarzam TRENOWAĆ a nie truchtać), kiedy każda sesja szybkich interwałów powoduje ból dupy, za czym podąża ból istnienia. Z wizją łamania 46 czy tym bardziej 45 minut na dychę pożegnałam się ostatecznie.

No tak - wszyscy mówili - przetrenowałaś się. Rzeźnik, Bieszczadzki, czego Ty niby oczekujesz? Organizm musi odpocząć.



Tylko że ja od czerwca biegałam co miesiąc połowę tego co w 2014-tym i wcale nie czułam się przetrenowana. Już bardziej byłabym skłonna zwalić wszystko na to, że po prostu rdzewieję i z moimi stawami i mięśniami to na nordic walking, a nie ściganie. No ale, przecież się rozciągam, na masażach bywam, do K-70 jeszcze mam kawałek, więc skąd korozja? 

Stwierdziłam, że może czas się zobrazować. Niech spec nad specami dr Czyrny zajrzy swoją magiczną głowicą do wnętrza uda i powie, o co tam chodzi.

Czyli Plan A - idę na USG, biegnę Bieg Niepodległości na luzaku i robię 2 tygodnie roztrenowania.
W międzyczasie jednak udałam się do Bloco czyli znanej i lubianej bulderowni na wspin i... dołączyłam do ofiar Bloco, Co prawda nie spadłam z 2 metrów skręcając kostkę, czy łamiąc rękę w nadgarstku, ale udało mi się uszkodzić. Dostałam do wykonania tzw. przystawkę i podczas silnej rotacji biodra w trakcie ruchu nagle rozległo się głośne trach, a ja poczułam, że w moim biodrze mówiąc brutalnie coś jebło. Ewolucję zakończyłam skokiem na materac z 2 metrów i generalnie pozostało mi już tylko podziękować i iść do domu. Jeżuuu, jak ja klęłam. Bo nie dość, że prawe udo i pośladek rwie od biegania, to teraz jeszcze załatwiłam sobie lewe biodro. Normalnie teraz to już tylko dom spokojnej starości i bierki. Na szczęście chodzić mogłam, ale z mocną blokadą kroku, a o podniesieniu nogi w bok czy do tyłu trzeba było zapomnieć.

Powstał więc Plan B - robię USG ale biodra, nie biegnę Biegu Niepodległości, a potem biorę się za bierki.

Stając przed doktorem Czyrnym wyjaśniłam więc, że jednak nie oglądamy mojego prawego dwugłowego, bo jest inne "emerdżency". W zamian dowiedziałam się, że na bulderze uszkodziłam sobie własnie obrąbek. Obrąbek panewki stawu biodrowego to taka uszczelka czy też wyściółka w stawie. Na szczęście jest mocno ukrwiona i dobrze się goi, ale trzeba na to czasu. Wyrok był w sumie łagodny - bieganie i rower TAK, wspinanie z ruchami rotacyjnymi obciążonej nogi przez dwa miesiące NIE. No pięknie. To nie porobię sobie chwilowo moich ulubionych ćwiczeń gimnastycznych ;-) 


Ze wspinania pozostaje ładowanie na drążku, pĄpki i takie różne. Przy okazji dowiedziałam się, że mam anatomiczną budowę sprzyjającą takiej kontuzji, bo moja  głowa kości udowej jest spłaszczona i sprzyja "konfliktowi panewkowo-udowego". Grunt to się dowiedzieć, że człowiek żyje wewnętrznie skonfliktowany.

Bierki niby fajna sprawa, ale jednak wizja wiosennego ultra-podboju Madery nie dawała mi spokoju. Pomijając obrąbek-srąbek tak naprawdę chciałam się wreszcie dowiedzieć, co tam z tym prawym półdupkiem, więc uderzyłam tym razem do pana Artura z Rehmedisu. W przeciwieństwie do poprzednika, pan Artur nie chwycił jednak za żadne artykuły żelazne, gwoździe ani inne wyrafinowane narzędzia tortur, tylko palcyma że tak powiem zaczął rozluźniać mięsień gruszkowaty.  I stała się jasność, a puzzle złożyły się w logiczną całość.

Bieganie jako źródło moich problemów zostało posądzone niewinnie, a całą winę za to co się dzieje ponosi...SIEDZENIE NA DUPIE.Od początku czułam, że praca w nadmiarze szkodzi.  To by się całkiem zgadzało, bo właśnie od sierpnia kiedy zaczął się problem miałam do zrobienia kobyłę za kobyłą - jedno tłumaczenie na 300 stron, drugie tłumaczenia na 280 stron. Biegania wcale nie było dużo, za to dziesiątki godzin na krzesełku przed komputerem w nie do końca ergonomicznej pozycji doprowadziły do ucisku mięśnia gruszkowatego na nerw kulszowy i powstania tzw. zespołu mięśnia gruszkowatego.  



Kiedy już taka akcja się wydarzy, bieganie, które nie jest co prawda przyczyną, niestety nie pomaga. Przykurczony mięsień po biegu, szczególnie w nierównym, pagórkowatym terenie, albo po biegu szybkim, zostaje podrażniony i boli.

Ok, a więc diagnoza jest, to teraz pytanie - jak się wyleczyć ? Na pewno nie przerwą od biegania i zamianą tego na spokojne siedzenie.
1) Muszę nauczyć się siedzieć prawidłowo, bez zakładania nogi na nogę, przekrzywiania itd.
2) Robić częste przerwy w siedzeniu, a wręcz popracować czasem na na stojąco (haha, i kto ma niezawodną intuicję kobiecą - już to wcześniej wymyśliłam. O TUTAJ!)
3) Rozluźniać napięty mięsień - u fizjoterapeuty, automasażem na piłce tenisowej i ciepłymi (!) okładami.

I tak to powstał Plan C - Tygodniową  przerwę w bieganiu po uszkodzeniu obrąbka klasyfikuję jako roztrenowanie (czyli mam je odwalone :D) i niniejszym zaczynam na luzaku nowy sezon biegowy (z Biegiem Niepodległości jako pierwszym relaksacyjnym startem). I nie siedzę jak kołek przed ekranem, tylko ćwiczę, roluję, wzmacniam nie tracąc nadziei, że wreszcie będzie przepięknie. Dixit.





4 komentarze:

  1. Kurcze może już to Ten wiek ? W zeszłym tygodniu po treningu siedzę sobie bokiem przy stole, na krzesełku nogi z lodowymi okładami bo mięśnie płaszczkowate pobolewają, głowa nisko nad stołem a pod dziobem miska z makaronem. I co ??? I to, że patrze w tę michę i obraz mam jakiś rozmyty. Myślę w pierwszej sekundzie "kurde ale jestem przemęczony" drugiej "o cholera to może udar" w trzeciej i czwartej zamieram ze strachu lecz już w piątej przychodzi racjonalna wyjaśnienie czyli: wzrok się popsuł Huberciku a Ty nawet nie zauważyłeś bidulku. Wykurza minie To, bo że włosy wypadły - to już dawno przestało a jak policzyłem ile zaoszczędziłem przez lata na fryzjerze to nawet fajnie że ich nie ma i nie będzie. Lecz OKULARY teraz ??? Łysy w okularach i z brodą to sobie może być jakiś celebryta z Polsatu a nie Koń Rzadkiej Maści z planami na półmaraton w Berlinie. Konina Tak wieprzowina Nie ! Proszę jeszcze długo Nieeeeee !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Ja też się nie godzę. Pewne rzeczy akceptuję, ale jak mi mówią (a ostatnio ze 2 razy się zdarzyło w związku z kontuzjami) że może już czas znaleźć sobie sport dostosowany do możliwości to mam ochotę się odwinąć i sru... :) Więc w ogóle nie przejmujemy się takimi pierdołami jak niewyraźny obraz klusek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to może i ja wysupłam wreszcie jakieś oszczędności na fizjoterapeutę. Póki co bieganie zamieniłam na fitness i pływanie. I bardzo mi się ta zamiana podoba :P

    Twoją notkę o pracy siedzącej i pomyśle na stanie przy kompie pamiętam. Nawet Ci pisałam, że jak miałam pracę stojąco-biegającą, to osiągałam niezłe wyniki. Hmmm... Moje problemy też zaczęły się, jak w pracy klapnęłam na dupie. Duża szansa, że cierpię na to samo co Ty.

    Co do rdzewienia.... Weź nic mi nie mów. Od Nowego Roku zmieniam kategorię wiekową.

    A co do dyskusji okulistycznej z komentarzy... Ja od liceum jestem krótkowzroczna i się do pewnych nieostrości przyzwyczaiłam. Ale niezły ubaw mam teraz z męża, który jeszcze całkiem niedawno miał naprawdę świetny wzrok, a teraz w wieku 45 lat nagle dopadła go dalekowzroczność. Ta wyciągnięta do granic możliwości ręka, by przeczytać SMS-a :)))

    Ale jeszcze zabawniej wyglądamy razem, gdy np. przed zawodami chcemy sprawdzić nasze numery startowe. On staje z metr albo i więcej od tablicy, a ja szoruję nosem po liście :))) Naprawdę zgrana z nas para :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No do fizjo to się wybierz, ale do polecanego bo niektórzy naprawdę mają dziwne pomysły :) U mnie jakby lepiej, ale jak biegnę to po 15-tym zaczyna ostro boleć, czyli nie jest jeszcze OK. Trzeba coś z tym zrobić przed treningową zimą :)
      A ostatnio musiałam sobie zszyć dziurę w Cascadiach - i mam jedno pytanie - dlaczego oni do cholery robią takie małe dziurki w tych igłach? ;-)

      Usuń