środa, 16 września 2015

No i co tak siedzisz?



Wiecie co tak najbardziej bym chciała zrobić? Wrzucić tu relację z Maratonu Puszczy Noteckiej. Jak pokonałam trasę, zrobiłam dobry wynik, albo nawet nie zrobiłam, ale walczyłam.  Niestety, tej relacji nie będzie, bo i mnie w Puszczy nie będzie (buuuuuuuu!).

Mówiąc krótko i zwięźle nie działa mi tyłek, a rozwijając temat medycznie dorobiłam się prawdopodobnie zapalenia kaletki maziowej tamże. Mniejsza o to, przejdzie pewnie niedługo, bo to ani złamanie ani zerwanie, ale przy okazji przyszedł mi do głowy temat na wpis, który wiąże się z przyczyną tej cholernej kaletki.

Hasło to: siedzący tryb życia .. na życi :)
Okazuje się, że można być biegaczem i prowadzić bardzo siedzący tryb życia, który krok po kroczku prowadzi nas do kontuzji. W połączeniu z dysbalansem mięśniowym i w gratisie zrotowaną miednicą stanowi to idealny przepis na kontuzję z przeciążenia.
No dobrze, ale zaraz zaraz, przecież ja z reguły biegam 4 razy w tygodniu po co najmniej 10 kilometrów. Wspinam się, gimnastykuję. Jaki siedzący, żarty chyba!

No więc to wygląda tak, że wstajemy, jemy, itd., idziemy na fantastyczny trening w objętości 15 kilometrów z różnymi hockami klockami typu BNP czy interwały, a następnie wracamy i ... tu się kończy aktywność. Bo zrypani jak koń po westernie, pakujemy się do auta, jedziemy w korku do biura, gdzie z kubkiem kawy zapadamy się w miękki acz ergonomiczny fotel biurowy przed ekranem i pisząc, analizując, projektując, trwamy, trwamy, trwamy, a czas płynie...
... oj miałam powiedzieć w księgowości, żeby przelew puścili, ale tak mnie nogi bolą, chyba wyślę do nich maila.
.... hm, już 13-ta, może by tak zejść do barku koło biura coś wszamać. Dobra, nie mam czasu, zaraz przyjdzie tu pan Kanapka,
itd.

Ponieważ od dawna jestem niekorpoludkiem i pracuję w domu, mój osobisty przykład wygląda tak:

Wracam rano z treningu zrypana jak koń po westernie. Krótkie rozciąganie, prysznic, przekąska, kawka i do roboty. A że roboty z reguły w bród i to "na wczoraj", ewentualnie ASAP-y,  to potrafi się zejść i 10 godzin dziennie przed kompem (tłumaczy się). Owszem wstaję, ale jeśli pracy jest naprawdę dużo i naprawdę jest pożar w dupie z terminem, to przerwy ograniczają się do koniecznego minimum - toaleta, kuchnia, pojechać po dziecko, skoczyć (oczywiście autem bo szybciej) po coś na obiad dla tego dziecka. A mięśnie ud i pośladków niepostrzeżenie się skracają, krążenie coraz gorsze, plecki czasem pobolą i szyja też. Owszem, wieczorem robię rozciąganie, ale 8 godzin siedzenia zbiera swoje żniwo i spięte mięśnie ciągną jak sto pięćdziesiąt. Teraz mam tego efekty, bo moja kaletka nie wzięła się z biegania tylko z dużej ilości siedzenia, zbyt krótkiego rozciągania i krzywo ustawionej miednicy. 
O tym, jakie to złe rzeczy siedzenie robi z naszym ciałem można przeczytać, a nawet obejrzeć na  fajnym filmie np. TUTAJ


A ZATEM CZAS COŚ Z TYM ZROBIĆ! RUSZYĆ DUPĘ Z KRZESŁA! 

Ogólnie i globalnie coraz więcej mówi się o tym, że siedzenie i długotrwała praca to ZUO - "Sitting is the new smoking" i te klimaty. Pojawiają się różne rozwiązania. Bardzo spodobały mi się na przykład regulowane biurka. Sitting desk/standing desk. Naciskasz guziczek i bzzzyt.. blat jedzie na wysokość 125 cm. Jak ci się znudzi stanie przy nim, znów bzzzyt i blat wraca w pobliże krzesła. Okazuje się że w Polsce pewna firma na I. oraz parę innych firm ma już takie wypasione biurko w ofercie, ale ... zdrowie zdrowo kosztuje. Trzeba się wypstrykać z 2,5 tysi na taki mebel.  Zamarzył mi się on oczywiście, skoro tyle siedzę przed komputerem, ale tymczasem znalazłam rozwiązanie lołkostowe z porażającą różnicą cenową - zobaczcie sami:


A teraz prezentacja jak to nowatorskie i jakże ekonomiczne rozwiązanie wygląda w praktyce u mnie:


Wdrażam więc nowy system: 0,5 h siedzenia/0,5 h stania. Jeszcze tylko muszę opracować, gdzie trzymać myszkę, bo się na pudle nie mieści :)
Naturalnie wycieczkę do kuchni czy toalety też można urozmaicić krótkimi ćwiczeniami - kilka przysiadów po drodze, wymachów nóg, wspięć na palcach, rozciąganie albo...... coś dla ambitnych:



Albo to! Tylko 2,5 minuty :D


Rozumiem że w ołpen spejsie" może to być niezłe wyzwanie, ale gdyby tak na chwilę zająć wolną konferencyjną :)

No dobra, ale tak na serio to właśnie robienie co pół godziny paru ćwiczeń przerywających siedzenie może nam nomen omen uratować dupę. 
Do tego oczywiście dochodzą (już jako oddzielny trening) porządne ćwiczenia zapewniające odpowiedni balans mięśniowy czyli zrównoważone wyćwiczenie mięśni agonistów i ich antagonistów.  Zachowanie tego balansu jest naprawdę ważne, aby uniknąć kontuzji, ale o tym napiszę może w następnym poście, chyba że jednak gdzieś wystartuję, to wtedy popełnię z radością relację. 

10 komentarzy:

  1. Właśnie dziś w trakcie wybierania poczułem ból w okolicach kręgów lędźwiowych. Pomyślałem najpierw że może ostatnio za ostro trenuję a może że to sprawa nowych butów, dorzuciłem jeszcze w rozpaczy że po 40 - tce to pewnie Pan Ból będzie że mną częściej na treningi wychodził. Po powrocie do domu ochłonołem wypiłem piwo i w końcu pomyślałem racjonalnie że to od tego cholernego siedzenia w pracy. Zaraz potem wchodzę na Twojego bloga i czytam powyższy wpis. Niesamowite. Zaraz chyba uklęknę z wrażenia bo na siedząco nie daję rady.
    Zdrowiej szybko.
    Hubert

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to trafiłam :) Ale prawda jest taka, że coraz więcej się o tym mówi, a i coraz dłużej się siedzi - a to w pracy a to na fejsiku. Ja już wdrożyłam system stój/siedź przy biurku i całkiem się to sprawdza. Inna sprawa że przy wybieraniu daje w plecy, szczególnie jak nie masz haka z rolkami i robisz na remizce :)

      Usuń
  2. Dokładnie tak samo się czułam, kiedy pracowałam przez 8 godzin dziennie siedząc za biurkiem i intensywnie trenowałam przygotowując się do maratonu: za dużo siedzenia! Teraz, przy niemowlaku, który raczkuje i zaczyna chodzić po całym mieszkaniu i muszę dotrzymywać jej kroku dopiero czuję, że jest ok. Co nie zmienia faktu, że dobry trening też się przydaje :-) W każdym razie niezależnie od tego ile się trenuje praca siedząca po 8 albo i więcej godzin dziennie to masakra dla ludzkiego ciała. Trzymaj się i zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak okres kiedy Twoje dziecko raczkuje i zaczyna chodzić to kompletnie inna bajka. Wtedy marzysz żeby usiąść i wtedy Ci się to w 100% należy. Chociaż lepiej się położyć - trzymaj się i mam nadzieję do zobaczenia :)

      Usuń
  3. Kurczę, też mam problemy z pośladkiem. Tyle że to u mnie jest przyczep mięśnia czy coś takiego.
    A co do typu pracy... Najlepsze wyniki osiągałam, gdy miałam pracę stojąco-biegającą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja bym chciała mieć pracę stojąco-biegającą. Siedzenie mnie wykańcza psychicznie :) A co do pośladka - może idź do fizjo. Żaden wałek nie da ci tego co "okrutny" fizjoterapeuta ;-)

      Usuń
    2. Co do tego nieszczęsnego pośladka... Doskwierać mi zaczął prawie rok temu. I wtedy też poszłam do fizjoterapeuty. On zdiagnozował nadwyrężenie przyczepu, dał zestaw ćwiczeń (pewnie gdzieś go jeszcze mam w otchłani skrzynki mailowej) i zalecił kolejną wizytę. I wtedy... dostałam awans w tej mojej stojąco-biegającej pracy. Awans, który odebrał mi prawie cały czas przeznaczony na życie prywatne. Przestałam biegać, mało ćwiczyłam, imprezy biegowe traktowałam jako namiastkę życia towarzyskiego i biegałam je w tempie ślimaczym w porywach do żółwiego, Pośladek przez kilka miesięcy takiego trybu życia się zregenerował. Za to cała reszta mojej osoby rozpadła się na kawałki.
      Gdy na wiosnę rzuciłam tę pracę, czułam wielki głód biegania i bardzo chciałam nadrobić stracony czas. Efekt: awaria pasma biodrowo-piszczelowego. I znowu przerwa, a potem parę miesięcy powolnego biegania z bolącym kolanem. Latem wszystko jakby zaczęło wracać do normy. Bieganie starałam się równoważyć ze wzmacnianiem i rozciąganiem na fitnessie. Oprócz braku szybkości, czułam się nieźle. I wtedy... znowu odezwał się pośladek. Historia zatoczyła koło, a ja znalazłam się w punkcie wyjścia sprzed roku. Wizyta u fizjoterapeuty pewnie jest nieunikniona.
      No. To tyle. A teraz czekam na Twojego posta, który nawiązuje do drugiego zdania mojego epilogu :)

      Usuń
    3. O! Dzięki za obszerną informację, która niestety nie jest zbyt pocieszająca - już powoli do mnie dociera że po prostu muszę chyba zrobić sobie przerwę od biegania która potrwa nie 4 dni a np 14. Na razie biegam na pół gwizdka i chodzę do fizjo, No ale przerwa to po UMB, o ile mi tam dupy nie urwie :) A post się tworzy ale powoli bo zarobiona jestem po kokardę :)

      Usuń
  4. Ciekawy zbiór filmików treningowych w jednym miejscu ;) Dzięki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę bardzo :) Udanej realizacji!

      Usuń