piątek, 30 września 2016

Pudełkowy raj



No niestety, dziś obudziłam się w szarej rzeczywistości. Na wycieraczce pod drzwiami pusto, w głowie pusto, w lodówce niby coś tam stoi, ALE CO TU DO CHOLERY ZJEŚĆ??? 

Po trzech dniach, kiedy to dzięki uprzejmości firmy JEDZENIE Zdrowy Catering oraz Krasusa prowadzącego blog Biecdalej.pl, który zorganizował konkurs, delektowałam się (bo tak to trzeba nazwać) dowożonymi mi daniami z pudełek, powrót do normalnego rytmu był trochę - no nie powiem, że bolesny - ale był jak wybudzenie z miłego snu.   

Tło historii jest takie, że rzeczony konkurs polegał na przygotowaniu potrawy, którą sami chcielibyśmy znaleźć w takim cateringowym pudełku. Następnie szacowne Jury miało ocenić zdjęcia i opisy potraw i zafundować zwycięzcy 3-dniową testową wyżerkę. Konkurs wygrałam tym oto daniem: 
Greckie meze: placuszki z cukini, pieczone kulki z wołowiny, tzatziki i pasta z pieczonego bakłażana

i zgodnie z umową przez 3 dni pod rząd, raniutko pod moimi drzwiami pojawiała się wielka papierowa torba pełna omnomonom.

Jak to wygląda? 
Codziennie czekało na mnie 5 pudełek opisanych jako: ŚNIADANIE, II ŚNIADANIE, OBIAD, PODWIECZOREK, KOLACJA.    




Nie zamówiłam żadnej diety specjalnej, chociaż jest taka opcja, więc w moich pudełkach było wszystko - gluten, mięso, owoce, nabiał, itd.  Podsumowując, nie chodziłam przez te 3 dni głodna. Dania nie były ogromne, ale na tyle duże, że nawet podzieliłam się paroma z synem, bo mój żołądek mimo namówień ze strony głowy jednak często nie dawał rady. 5 posiłków to jak dla mnie ilość, która absolutnie zaspokaja potrzeby, a nawet często jem tylko 4 w ciągu dnia.  Nie miałam też żadnych problemów żołądkowych, mimo że pracując w domu, jem w 90% to, co sama sobie przygotuję i nie jestem przyzwyczajona do kuchni z zewnątrz.

Najfajniejszy w tym wszystkim był "unboxing". To tak jak z nowymi butami, nową kiecką czy kosmetykiem. Bierzesz do ręki opakowanie, otwierasz i ogarnia cię takie miłe uczucie. Tu oprócz samego rozpakowywania, dochodził element niespodzianki, bo dania ani razu się nie powtórzyły i zaskakiwały mnie swoimi połączeniami smaków. Trochę się czułam jak w restauracji, gdzie mogę zamówić sobie z karty aż 5 różnych przysmaków.  
Widać, że ludzie, którzy to przygotowują nie śpią chyba po nocach i spędzają nad przygotowaniem dań sporo czasu, bo było sporo potraw wymagających drobiazgowego krojenia składników na kawałeczki, lepienia, formowania, pieczenia, itd.  
Smakowo bardzo ciekawie, z licznymi przyprawami, aczkolwiek zdecydowanie w odwrocie była sól i pieprz, ale zakładam, że to celowo. W końcu każdy może sobie dosolić i dopieprzyć wg uznania. 

Chociaż jak już pisałam, wszystko było fajne, to moje hity tego cateringu to: 

Mini suflety z cukinią + sałatka 

Sałatka z figami, fetą i słonecznikiem

Twarożek z łososiem i orkiszowymi wytrawnymi muffinami 

Były też przez te 3 dni m.in.: zupa tajska z kurczakiem, naleśniki z serem i pesto, faszerowane warzywa, kofta wołowa z ryżem i tzatzikami, kotlet z kurczaka faszerowany pomidorami suszonymi z risotto, omnomnom.... 

Czy stanę się klientką JEDZENIE Zdrowy Catering? 
Niestety nie. 

Byłoby fajnie, ale zamawianie jedzenia byłoby też kompletną rozpustą dla kogoś, kto pracuje w domu i ma kuchnię w zasięgu 5 kroków. Ich dania nieźle mnie natomiast zainspirowały i być może trochę wyjdę teraz ponad poziom kaszy gryczanej mieszanej ze szpinakiem i jajkiem, albo serka wiejskiego z owocami na śniadanie.  

Polecam natomiast takie rozwiązanie osobom, które mają mało czasu i chęci na gotowanie, a w miarę sporo kasy. Polecam też tym, którzy gubią się dietetycznie bo jednak tu ktoś dba o to, żebyśmy wrzucali w siebie wyłącznie zdrowe i zbilansowane jedzonko. Podobno średnio kosztuje to 50-70 zł/dziennie. Sporo przy założeniu, że jemy tak cały czas, ale jeśli ktoś i tak żywi się na mieście lub w stołówkach typu Sodexho, to pewnie rozkładając kwotę 60 zł na 5 posiłków i odliczając np. prąd na jego przygotowanie, nie odbiegniemy drastycznie od ilości wydawanej na jedzenie niepudełkowe. Żołądek też nam pewnie podziękuje. 

Ja tymczasem wracam do garów i ścierania marchewki do własnej surówki, ponieważ dziś już nikt tego za mnie nie zrobi. A może powtórzę nawet swoje ulubione własne danie, które kiedyś robiłam czyli spaghetti z cukinii z serkiem mascarpone i płatkami migdałów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz