poniedziałek, 23 lipca 2012

Augustowskie przeszpiegi

Rzadko kiedy ma się luksus sprawdzenia trasy biegu odbywającego się w innym mieście z dużym wyprzedzeniem. Ja ten luksus miałam w ostatni weekend. Tak się złożyło, że akurat w sobotę jechaliśmy odwiedzić naszego syna na obozie koło Augustowa i że akurat ostatnio rozważaliśmy start w Półmaratonie Augustowskim 16 września.
W naszym przypadku konkurencją dla Augustowa był Tarczyn - bieg odbywa się tego samego dnia, a jednak z Warszawy jest o ponad 200 kilosów bliżej. Jednak Augustów na odległość wydał mi się ciekawszy i bardziej malowniczy - szum trzcin, plusk jeziora, świergot ptaków i te sprawy. No więc może jednak warto nadłożyć drogi.  Na szczęście mogliśmy to sprawdzić.


Plan w sobotę był taki, żeby po prostu przebiec pełną pętlę półmaratonu czyli ok. 10 km, a co za tym idzie poznać całą trasę (powtarzaną na połówce 2 razy). Szkicową mapkę mieliśmy z netu, więc był to lekki rajd na orientację, ale w sumie bez problemu podążaliśmy planowaną trasą biegu.  No i cóż ... jakie wnioski?
Otóż pobiegniemy w Tarczynie :)
Nie tak to sobie wyobrażałam mówiąc krótko i chyba nie warto, aż tak daleko się telepać, a szczególnie wracać w niedzielę 250 km do W-wy w stanie pobiegowego upodlenia (przypomnę że byłby to mój i Wojtka pierwszy półmaraton, bo nie zaliczę do zaliczonych Połówki Warszawskiej zrobionej w sukience i  "Gallowayem" ze względu na kontuzję mięśnia).

Po pierwsze - jest to bieg miejski - start z rynku, 90% trasy po kostce granitowej albo betonowej, wzdłuż jeziora też biegnie się betonową alejką dość wąską i raczej brak tego kontaktu z naturą, o którym myślałam. Scieżki są raczej wąskie - biorąc pod uwagę że mają być 2 pętle, może być ciasno ze względu na mijankę z szybszymi.

Wojtek na trasie - szybkie rozciąganko po wstępnym truchcie  


Po drugie - chociaż to w sumie dodaje atrakcyjności - trasa nie jest łatwa - sporo podbiegów i zbiegów i to niekoniecznie łagodnych chociaż krótkich - 2 pętle przy takiej trasie mogą dać w kość psychicznie.



Po trzecie i najgorsze - spory kawałek trasy wyznaczono wzdłuż ul Wyszyńskiego, która jest drogą krajową nr 8 (tą słynną z czasów afery o obwodnicę w dolinie Rozpudy), po której zasuwają tiry i osobówki. Ten odcinek powtarza się 4 razy (bo 2 pętle). Głośno, wąsko i śmierdzi spalinami - fe! I gdzie są, ja się pytam, te szumiące trzciny i czaple??



Trzciny i czaple owszem pojawiły się, ale w niedzielę kiedy Wojtek wybrał się na bieg w terenie wokół jeziora Sajno - gdyby tamtędy wiodła trasa połówki, nie wahałabym się ani chwili.

Niedzielne bieganie wokół Sajna. Móc rzucić się zaraz po biegu do jeziora - bezcenne :)

No więc podsumowując, biegało się w Augustowie bardzo fajnie, bez GPS-a ale dość szybko, natomiast potraktujmy to jednak jako wakacyjną przygodę, a 16 września prawdopodobnie udamy się do Tarczyna.  Podobno dostaje się na mecie jabłka, więc można potem w domu zrobić z nich szarlotkę z lodami waniliowymi, żeby uczcić debiut w półmaratonie :)

3 komentarze:

  1. I fajnie, ja też będę w Tarczynie!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja to bym chciała w tej wodzie teraz być.... ;-) ps. wspinaczkowo - biegowo wróciłam do blogowania. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, 250 km w samochodzie po półmaratonie to słaba atrakcja ale fajnie, że mogliście sprawdzić sobie tę trasę.
    No i powodzenia w Tarczynie!

    OdpowiedzUsuń