sobota, 26 grudnia 2015

Bieganie z oponą

Mam oponę. No, ale w sumie mamy drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia więc co się dziwić.
Moja opona wygląda tak:




Jak niedawno pisałam TUTAJ, w poszukiwaniu siły biegowej złapałam się ostatnio za nowy środek treningowy czyli bieg z dociążeniem.  Ponoć wszystkie ciężarki, kamienie w kieszeniach, ciężkie plecaki i różne takie wynalazki to zło dla naszych stawów, więc poszłam w klimaty sprawdzone przez mistrzów, a właściwie mistrzynię Dżastin Kołolczyk i zdobyłam czarną Dębicę do ciągania. 

Być dlatego trenuje mi się z nią tak dobrze, że to opona z Radości. Z warsztatu w Radości. Panowie wulkanizatorzy oddali mi ją oczywiście za free, bo jest złomem totalnym, znaczy się łysa jest totalnie, ale do moich potrzeb idealna. 

Parametry: 
Waga 7,8 kg
Rozmiar:


Chociaż jeszcze rok temu na myśl o takim treningu puknęłabym się w łeb (proszę nie walić się w łeb jak do Pani mówię) od niedawna biegam raz w tygodniu z oponą. Na pewno nie jest to jedyny i idealny sposób na zrobienie siły biegowej, ale różnorodność kluczem do sukcesu i podtrzymania motywacji. 
Tak więc planuję przeplatać zabawy w konia pociągowego z bieganiem po schodach i robieniem podbiegów w terenie. Póki co opona mocno mnie bawi i przede wszystkim podoba mi się lekkość, z jaką się biegnie po jej odpięciu. Zakładam więc że trenując z oponą można też poprawić szybkość. Nie mam trochę śmiałości, żeby wybrać się z nią w środku dnia np. na Agrykolę, więc póki co latam koło domu wieczorem po długiej asfaltowej prostej, chociaż i tak mój widok musi rodzić ciekawe komentarze przejeżdżających kierowców. Zupełnie bezcenna była na przykład mina "pana władzy" w niebieskiej czapce, obok którego przebiegałam na pierwszym treningu :)  Mina z gatunku - WTF??

A teraz krótki film wyjaśniający jak wygląda i na czym u mnie polega ta zabawa:  


Początkowo miałam w planie ciągnięcie opony przez cały trening czyli ok. 10 km, ale już po pierwszych przebieżkach upewniłam się, że na początek 200-300 m wystarczy. Płuca trochę siadają, a nogi też czuć konkretnie. Poza tym jak w przypadku innych treningów siłowych, interwał to chyba dobra metoda, można go najwyżej na różne sposoby modyfikować - wydłużyć, zwiększyć tempo biegu, zmienić podłoże (las), nachylenie, dołożyć obciążenie (wsadzić do opony jakiś worek z piaskiem), itd.  
Na razie robię więc taki trening: ok. 5-7 km biegu spokojnego + 10 x 300 m z oponą (w przerwie trucht bez opony 300 lub 400 m)  

Ponieważ przygotowuję się do biegów górskich, kluczowy będzie chyba jednak u mnie trening w pionie. Wczoraj znów wróciłam na schody i pięciokrotne wbiegnięcie na 10-te piętro zakończone tętnem bliskim HRmax uświadomiło mi, że to jest chyba najlepszy odpowiednik pokonywania trasy biegu pod górę.  A zatem schody + opona + biegi + ćwiczenia wzmacniające i mamy solidne przygotowanie do sezonu. 


    

3 komentarze:

  1. Jak nic będzie sponsor z branży ogumienia. Ja tu widzę niezły Product placement.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł na trening.
    Tylko że ja mieszkam w centrum miasta- już sobie wyobrażam reakcję, jak biegnę z opona
    Ha ha ha...:))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny pomysł, muszę sam to wypróbować :)

    Pozdrawiam
    http://sportyoutdoor.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń