piątek, 7 lutego 2020

Zapowiedź: Via Valais 2020 czyli Alpy Szwajcarskie na lekko i w duecie

Via, co się wije... zbiega w doliny, wznosi się na trzytysięczniki, jeńców nie bierze, ale daje w nagrodę widoki, po których zbierasz szczękę z singla tracka ... o ile nie spadnie ci ona w przepaść.

https://bernadettedownunder.blogspot.com/2019/08/via-valais-suggested-haute-route-for.html?m=0


Wizja dotarcia tam i zmierzenia się z  The Via Valais Trail Running Grand Tour owładnęła mną jakoś niedługo po powrocie z zeszłorocznej wyprawy do Kornwalii.  Z różnych tras, które znalazłam jako potencjalny następny cel (tak, tak, z tego już się nie da wyleczyć) tylko ta powodowała taki jakiś ścisk tam wewnątrz mnie, gęsią skórkę i myśl, że muszę... no po prostu muszę tam się znaleźć.



Co do tego, że Lofoty i Kornwalia mają się tak do szwajcarskiej Via Valais jak trasa Trójmiejskiego Ultra Tracka do pionów Chamonix zorientowałam się dość szybko. Ci, którzy wytyczyli ten szlak na bazie słynnej Haute Route prowadzącej z Chamonix do Zermatt, zmodyfikowali ją pod kątem potrzeb biegaczy górskich.
Dodali trawersy, zmienili częściowo przebieg odcinków, ale wprowadzili ją też na wysokości dochodzące do prawie 3500 m npm. Całość zaczyna się w Verbier, a kończy u stóp Matterhornu w Zermatt.
Wyszło z tego  coś takiego:



Oczywiście pokonanie tego szlaku biegiem to sprawa mocno hipotetyczna - raczej będzie więcej power hikingu, pod koniec dnia już nie takiego "power" jak sądzę oraz ostrożnego skradania się. Po połączeniu wszystkich odcinków razem do kupy i dodaniu polecanych przez autorów bonusowych szczytów wychodzi nam monstrum z takimi oto parametrami:


Prawie 16 tys. metrów w górę, ponad 16 tys. w dół i tylko 3,3% trasy po płaskim, hahahaha. Ale tam gdzie da się biec, z chęcią się przebiegnę. Trasa została wstępnie podzielona na 9 dziennych odcinków czyli jakby się zdawać mogło, zbyt lajtowo dla biegacza górskiego. Jednak po dogłębnej analizie pionów i podłoża doszłam do wniosku, że ma to sens. Jest tam po prostu cholernie trudno. Udało mi się połączyć dwa najłatwiejsze dni w jeden, ale uznałam że dalej kompresować nie będę. Po pierwsze 30 km w Alpach z plecakiem to nawet na jeden dzień konkret (szczególnie gdy robisz to 8 dni pod rząd), a po drugie tym razem chciałabym mieć czas żeby usiąść i popatrzeć dookoła, zjeść batonik w spokoju a nie w biegu, poczekać na zachód słońca na szczycie, nie gnać jak wariat, jak to było w Kornwalii. 

https://bernadettedownunder.blogspot.com/2019/08/via-valais-suggested-haute-route-for.html?m=0

https://pl.wikiloc.com/szlaki-wycieczki-piesze/3x3000-barrhorn-inners-barrhorn-schollihorn-39018795/photo-25274727

A teraz uwaga, po raz pierwszy nie będę na swojej fastpackingowej wyprawie sama. Ku mojej wielkiej radości decyzję o dołączeniu podjął Wojtek - mój mąż i dopiero wtedy zrozumiałam, ile szczęścia dodatkowego dostajesz, gdy tak wyjątkowe chwile, jakie zapewne tam mnie spotkają, będę mogła dzielić z kimś mi najbliższym. 
A zatem bilety do Genewy i z powrotem mamy kupione - miejsca noclegowe w górskich chatkach  i kwaterach w miasteczkach zabukowane (tym razem bez namiotu będzie). Plan jest znów, żeby robić to na lekko - małe plecaki, a w nich śpiwory wymagane w tych chatkach, jedzenie, ciuchy na złą pogodę, raczki (!) do przechodzenia przez pola lodowcowe, franki, powerbanki i te sprawy. 

Turtmannhutte (https://twitter.com/valaiswallis/status/1143087230837252096/photo/2)

Nie pozostaje teraz nic innego jak trenować. Czasu jest względnie sporo, bo lecimy 22 sierpnia (to taki zamiennik UTMB, któremu po odrzuceniu mnie w losowaniu z satysfakcją pokazuję faka :D). Z drugiej strony, o ile ja mam bazę biegową, o tyle Wojtek już nie bardzo. Owszem biegał kiedyś i to całkiem szybko, ale długa przerwa sprawiła, że w zasadzie musi zaczynać od nowa.  
Trzeba też jednak spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że treningi do Via Valais powinny przede wszystkim polegać na chodzeniu i bieganiu po górach i to wysokich i stromych. Na trasie spotkamy łańcuchy, drabiny, przepaście i spore ekspozycje, więc to z tym trzeba się też oswoić. 
A zatem hello Taterki! Pierwszy zaplanowany wspólny wypad już na przełomie maja i czerwca i zapewne nie będzie on ostatni. Do tej pory unikałam miejsc typu Świnica, Orla, Rysy, ale wygląda na to że czas przełamać opór, żeby potem nie robić w gacie np. na przełęczy Schöllijoch. Oprócz tego w lipcu mamy już zaplanowany  trekking w Pirenejach.

Zejście z przełęczy Schöllijoch (3343 m npm)

Przeciwko pomysłowi robienia przez nas tej trasy przemawia wiele: 
  • nie mamy doświadczenia w Alpach, 
  • ja mimo wspinania mam coś jakby lęk przed ekspozycją :) 
  • nie mamy 20-letnich stawów i ścięgien,
  • nie zarabiamy we frankach szwajcarskich* 

*butelka wody w schronisku na 2900 m npm gdzie będziemy spać kosztuje 15 CHF (!) - dowożona jest tam helikopterem. W planie zakupowym mamy więc już filtr do wody Trail Shot MSR.   Nie pytajcie, ile kosztuje nocleg na 10-osobowej sali z własnym śpiworem :D 

Ale mimo tych przeciwności czasem trzeba po prostu powiedzieć YOLO i rzucić się na wyzwanie, bo jak wiadomo najgorsza rzecz, jakiej możesz żałować (o wiele gorsza od porażki) to to, że w ogóle nie spróbowałeś :) 
Rzucić się, to znaczy nie jechać tam na spontanie - raczej przez najbliższe 7 miesięcy robić wszystko, żeby temu wyzwaniu tam podołać. Ale robić to tak, żeby się nie skontuzjować - i to jest dopiero trudne zadanie - znaleźć złoty środek, ten treningowy sweet spot.  

Postaram się  wrzucać regularnie mini raporty z przygotowań treningowych moich i Wojtka do Via Valais pod hasłem "Od zera do bohatera" ;-) 

  

*zdjęcia podpisane: https://bernadettedownunder.blogspot.com/2019/08/via-valais-suggested-haute-route-for.html?m=0 pochodzą z bloga Bernadette Benson, australijskiej ultrabiegaczki.



  


  

2 komentarze:

  1. Bardzo zręczną alternatywą filtra MSR jest SteriPen :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podpowiedź, ciekawa alternatywa!!!

      Usuń